— Jeśli tak bardzo potrzebuje pani pieniędzy, Marino Witaljewno, to pr

— Więc teraz — ciągnęła równym tonem — możesz się odwrócić i pojechać do swojej mamy. Uspokój ją. Powiedz, że wygrała. Dostała to, czego chciała. Pozbyła się mnie. A ty od tej chwili należysz do niej całkowicie i bez reszty.

Stał pośrodku pokoju oszołomiony. Cała jego wściekłość, cały „sprawiedliwy” gniew rozsypały się w proch, rozbijając o tę lodowatą ścianę. Chciał krzyczeć, kłócić się, coś udowadniać, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Nagle zrozumiał, że nie ma z kim się spierać. Przed nim stała obca kobieta, która właśnie wydała mu ostateczny wyrok.

Swietłana minęła go, jak omija się mebel, przeszła do sypialni i wróciła z małą torbą podróżną, którą — najwyraźniej — spakowała wcześniej.

— Klucze zostawię na stole. Żegnaj, Aleksieju.

Przeszła obok niego do przedpokoju, włożyła buty, narzuciła płaszcz. On wciąż stał w salonie, niezdolny się poruszyć, odprowadzając ją wzrokiem. Usłyszał ciche kliknięcie zamka.

Drzwi się zamknęły. Tym razem — na zawsze. Aleksiej został sam w cichym mieszkaniu, wypełnionym zapachem perfum żony i ogłuszającym echem życia, które właśnie runęło. Wygrał wojnę o honor matki. I w tym zwycięstwie stracił wszystko…