— Nawet nie zapytałeś, co się stało, Aleksieju — odezwała się cicho, ale przez to jej słowa miały jeszcze większy ciężar. W pokoju dźwięczącym od jego gniewu ten cichy głos zabrzmiał jak uderzenie dzwonu.
— A co tu pytać?! — wybuchł. — Matka mi wszystko opowiedziała! Jak się nad nią znęcałaś, jak ją poniżałaś! Jak odmówiłaś pomocy i wyrzuciłaś ją na bruk! Chcesz powiedzieć, że ona to wszystko wymyśliła?!
— Nie — odpowiedziała spokojnie Swietłana. — Nie chcę tego powiedzieć. Chcę powiedzieć, że przyjechałeś tu, już znając całą „prawdę”. Nie potrzebujesz mojej wersji. Nie potrzebujesz dialogu. Potrzebujesz, żebym wykonała rozkaz twojej mamy.