Sebastian uśmiechnął się spokojnie, nie dając się zwieść. Powoli otworzył skórzaną torbę i wyjął z niej gruby plik banknotów. Położył je na ladzie gestem człowieka przyzwyczajonego do ciężkiej pracy, ale pewnego siebie.
Wszyscy ucichli. Hałas klawiszy, kroki, a nawet dyskretna muzyka w tle ucichły na chwilę.
„Wystarczą na trzy noce?” – zapytał cicho, patrząc Mariusowi prosto w oczy.