„Jesteś tu nikim, dopóki mama siedzi przy tym stole!” – warknął. Godzi

Czasem Jana wspominała te trzy lata z Dymitrem. Jak znosiła wszystko, bała się zniszczyć rodzinę, miała nadzieję na lepsze. Ile czasu straciła.

Ale teraz wszystko było inaczej. Teraz Jana wiedziała na pewno, że nikomu nie pozwoli przekraczać swoich granic. To jej dom, jej przestrzeń, jej życie. I tylko ona decyduje, kto tu będzie, a kogo nie będzie.

Jana siedziała na kanapie z książką. Maksym robił w kuchni śniadanie, coś nucąc pod nosem.

Nowe życie. Właściwe życie. Takie, na jakie Jana zasłużyła.