„Jesteś tu nikim, dopóki mama siedzi przy tym stole!” – warknął. Godzi

Wzięli ślub po cichu, bez wystawnego wesela. Podpisali papiery, uczcili to w wąskim gronie przyjaciół. Maksym wprowadził się do Jany, przywożąc tylko swoje rzeczy osobiste.

Żyli spokojnie. Szanując nawzajem swoje granice. Razem rozwiązywali codzienne sprawy. Maksym gotował, sprzątał, pomagał w domu. Nie rozkazywał, nie pouczał, nie krytykował.

Mama Maksyma przyjeżdżała raz na pół roku, zostawała na tydzień. Jana przyjmowała ją spokojnie — kobieta była taktowna, nie wtrącała się w cudze życie.

Jana wreszcie poczuła się jak u siebie. W swoim mieszkaniu, ze swoim człowiekiem. Bez presji, bez upokorzeń, bez cudzych zasad.