„Jesteś tu nikim, dopóki mama siedzi przy tym stole!” – warknął. Godzi

Jana przestawiła meble tak, jak lubiła. Powiesiła nowe zasłony — jasne, we wzory. Kupiła kwiaty w doniczkach i porozstawiała je na parapetach. Wszystko po swojemu, bez cudzych poleceń.

Pewnego wieczoru przyszła wiadomość od Dymitra. Jana zobaczyła jego imię na ekranie, zamyśliła się. Otworzyła.

„Jana, wybacz. Zrozumiałem, że byłem w błędzie. Mama naprawdę przesadzała. Nie powinienem był tak cię traktować. Spróbujemy jeszcze raz?”

Jana przeczytała.

Wpisała odpowiedź: „Nie. Dokonałeś wyboru wtedy, przy tamtym stole. Żyj z nim”.

Wysłała. Zablokowała numer.

Po pół roku Jana poznała innego człowieka. Spotkali się w księgarni — oboje sięgnęli po tę samą książkę. Roześmiali się, zagadali. Wymienili się numerami.

Miał na imię Maksym. Pracował jako architekt. Mieszkał w wynajmowanym mieszkaniu, odkładał na własne. Mama Maksyma mieszkała w innym mieście — widywali się rzadko, ale ciepło.

Jana nie spieszyła się. Spotykali się, rozmawiali, poznawali nawzajem. Maksym nie naciskał, szanował jej przestrzeń.

Po dwóch latach Maksym się oświadczył. Jana się zgodziła. Ale postawiła warunek — mieszkają w jej mieszkaniu i nikt z rodziny nie dostaje kluczy bez jej zgody. Maksym skinął głową ze zrozumieniem.

— Twoje mieszkanie — twoje zasady. To sprawiedliwe.

Jana uśmiechnęła się. Po raz pierwszy od dawna poczuła, że wybrała dobrze.