„Jesteś tu nikim, dopóki mama siedzi przy tym stole!” – warknął. Godzi

Więcej już nie przyjechała.

Sprawa rozwodowa poszła szybko. Dymitr stawił się ponury i wychudzony. Próbował protestować, mówił coś o wspólnym życiu, o wspólnym gospodarstwie. Ale od strony prawnej wszystko było czyste. Mieszkanie Jana kupiła przed ślubem, wspólnych oszczędności nie było.

Sędzia wydała wyrok. Małżeństwo zostało rozwiązane.

Jana wyszła z budynku sądu i nabrała powietrza pełną piersią. Wolna. Wreszcie wolna.

Minęły trzy miesiące. Jana wróciła do zwykłego życia. Chodziła do pracy, spotykała się z przyjaciółkami. Wieczorami siedziała w domu z książką i herbatą. Cisza. Nikt nie wpadał bez zapowiedzi. Nikt nie krytykował, nie rozkazywał, nie pouczał.

Mieszkanie znów stało się jej schronieniem. Przytulnym, cichym, spokojnym.