„Jesteś tu nikim, dopóki mama siedzi przy tym stole!” – warknął. Godzi

— Teraz tak.

Następnego ranka Jana wezwała fachowca. Wymieniła wszystkie zamki — w drzwiach wejściowych. Stare klucze wyrzuciła. Nowe schowała. Tego samego dnia złożyła pozew o rozwód.

Dymitr próbował dzwonić. Jana nie odbierała. Potem przyszły wiadomości — długie, pełne usprawiedliwień i obietnic. Jana kasowała je, nie czytając.

Walentyna Pietrowna przyjechała tydzień później. Zadzwoniła do drzwi. Jana spojrzała przez wizjer. Nie otworzyła.

— Janochka, otwórz! Musimy porozmawiać!

Jana milczała.

— Janochka, no co ty! Dimochka się martwi! On cię kocha!

Cisza.

— Otwórz, wiem, że jesteś w domu!

Jana odwróciła się i poszła w głąb mieszkania. Założyła słuchawki, włączyła muzykę. Walentyna Pietrowna postała pod drzwiami pół godziny, potem odeszła.