— Dzisiaj, Dymitrze. Albo wezwę policję.
„Jesteś tu nikim, dopóki mama siedzi przy tym stole!” – warknął. Godzi
Mąż spojrzał żonie w oczy. Zobaczył tam taką determinację, taką lodowatą wściekłość, że zrozumiał — nie ma sensu dyskutować. To koniec.
Dymitr poszedł do sypialni. Wyciągnął torbę. Zaczął pakować rzeczy. Jana stała w drzwiach i patrzyła.
— Jana, pomyśl. Trzy lata razem. Naprawdę jesteś gotowa to wszystko zniszczyć przez jeden konflikt?
— Nie przez jeden. Przez trzy lata upokorzeń. Przez to, że ani razu nie stanąłeś po mojej stronie. Przez to, że nawet nie uważasz mnie za gospodynię mojego domu.
— Nie to miałem na myśli…
— Miałeś. Powiedziałeś, że jestem tu nikim, dopóki przy stole siedzi twoja matka. To znaczy, że tak właśnie jest.
Dymitr spakował rzeczy. Wziął torbę. Zatrzymał się przy drzwiach.
— Będziesz żałować, Jana.
— Może. Ale nie tak bardzo, jak będę żałować, jeśli zostanę.
Mąż wyszedł. Jana zamknęła drzwi. Oparła się o nie i zamknęła oczy.
Goście dawno się rozeszli. Zostały tylko przyjaciółki — Lena i Katia. Siedziały w kuchni, nie wiedząc, co powiedzieć.