— Mamo, poczekaj — Dymitr spojrzał na żonę zdezorientowany.
„Jesteś tu nikim, dopóki mama siedzi przy tym stole!” – warknął. Godzi
Jana otworzyła drzwi. Popchnęła Walentynę Pietrownę w plecy.
— Wynocha. Z mojego domu. Natychmiast.
Teściowa cofnęła się, przestraszona wściekłością w oczach synowej. Wyszła na korytarz, szlochając.
Jana trzasnęła drzwiami. Odwróciła się do męża.
— Pakuj rzeczy.
— Jana, co ty wyprawiasz?!
— Pakuj. Rzeczy. Wszystko, co twoje. I jedź do matki. Teraz.
— Nie możesz mnie wyrzucić!
— Mogę. To moje mieszkanie. Prawnie moje. Twojego nazwiska nie ma w dokumentach.
Dymitr próbował podejść, złapać żonę za ręce.
— Jana, uspokój się. Pogadajmy spokojnie.
Jana odsunęła ręce.
— Nie ma o czym rozmawiać. Złożę pozew o rozwód. Już jutro. A ty wyprowadzisz się dzisiaj.
— Jana!