Karmiła głodnych chłopców przy dworcu —

W milczeniu wyjęła ze skrzynki najbardziej rumianą bułkę — tę, którą trzymała „dla porządnego klienta” — i podała ją najstarszemu. — Jeszcze ciepła — powiedziała, jakby się usprawiedliwiała. — Tylko ostrożnie. Chłopiec nie wziął jej od razu. Spojrzał na nią nieufnie, niemal wrogo — tak patrzą ci, którzy zbyt często sparzyli się na cudzej „dobroci”. — My… potem odpracujemy — powiedział chrapliwie. — Niczego nie będziecie odpracowywać — odpowiedziała cicho Maria. — Jedzcie.