— To niemożliwe… — mruknęła Elena, drżąc.
— Kto tam? — zapytała Sorina cicho.
Elena spojrzała na nią, wyraźnie przestraszona.
— Sorina… ta kobieta to matka Dana.
Sorina zamrugała ze zdziwienia. Nigdy nie było mowy o babci. Właściwie, nie było mowy o żadnym bliskim krewnym.
— Ale dlaczego…? Jak ona się tu dostała?
Elena westchnęła głęboko i załamała ręce.
— Moja teściowa… ma problemy. Kilka lat temu trafiła do szpitala. Dan nie chce o tym rozmawiać i nie pozwala mi nikomu o tym powiedzieć. Uciekła pewnej nocy i obudziliśmy się z nią na podwórku… Myślałam, że to tylko jednorazowy incydent.
Sorina poczuła dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Co, jeśli ta kobieta była tam już kilka razy? Co, jeśli ślady na skórze Oliviana były jej?
— Musimy chronić dziecko — powiedziała stanowczo Sorina. — A ty musisz porozmawiać z Danem.
Elena skinęła głową, ale było widać, że się boi.