Kilka godzin później Dan wrócił do domu. Elena pokazała mu nagranie, a on zamarł. Sorina widziała, jak drży mu podbródek. Wstał, rzucił telefon na stół i wyszedł z pokoju bez słowa. Elena pobiegła za nim, a Sorina została sama, czując napięcie w domu, wiszące niczym burzowa chmura.
Wieczór był cichy. Zbyt cichy. Sorina opiekowała się Olivianem, dopóki Elena nie powiedziała jej, że może iść do domu. Wychodząc, Sorina znów poczuła ten niepokój, który towarzyszył jej od kilku dni. Jakby wszystko się nie skończyło. Jakby coś nie mogło być takie proste.
Następnego ranka, kiedy przyszła do pracy, Dan czekał na nią w kuchni. Jego oczy były zaczerwienione, jakby w ogóle nie spał.
— Sorina… Muszę ci coś pokazać.
Zeszli razem do piwnicy, do jego gabinetu. Dan otworzył zamkniętą szufladę i wyjął gruby segregator. W środku znajdowała się dokumentacja medyczna, stare zdjęcia, a nawet kilka pożółkłych listów. Pokazał jej zdjęcie swojego ojca – łagodnego mężczyzny, który był uderzająco podobny do Oliviana.
— Tata zmarł, kiedy byłam mała. Mama nie mogła tego znieść. Zaczęła myśleć, że mój ojciec żyje dzięki mnie… popadła w obsesję. Musiała trafić do szpitala. Teraz… myślę, że projektuje to samo na Oliviana.
Sorina poczuła ucisk w sercu. W końcu elementy układanki do siebie pasowały, ale ostateczny obraz był o wiele mroczniejszy, niż sobie wyobrażała.
— Musimy zadzwonić na policję, Dan. To już nie jest zabawa.
Dan nagłym ruchem zamknął teczkę.