Dan upadł na podłogę, zasłaniając twarz dłońmi.
— Koniec. To koniec. Dzisiaj dzwonimy na policję, dzisiaj instalujemy zamki, systemy, cokolwiek trzeba.
Sorina spojrzała na Elenę, na dziecko, które lekko drżało, a potem na szeroko otwarte drzwi. W domu unosił się zapach chłodu i strachu.
Ale pośród chaosu czuła coś jeszcze: determinację.
— Od dziś Olivian nie będzie sama ani chwili — powiedziała. A ta kobieta… znajdą ją. Muszą.
Wreszcie rodzina Adamów niczego już nie ukrywała. A prawda, jakkolwiek bolesna, była pierwszym krokiem do pokoju.
I po raz pierwszy od wielu tygodni Sorina poczuła, że naprawdę może odetchnąć.