Twarz Vivian zbladła. „Edwardzie, proszę…” „Nie” – powiedział stanowczo. „O mało co nie zrujnowali jej życia”.
Poczułam, jak łzy spływają mi po policzkach, nie ze smutku, ale z burzy gniewu, zdrady i ulgi. Mark spojrzał na mnie, a arogancję zastąpił teraz strach.
„Claire… proszę. Nie zabrałabyś naszej córki, prawda?”