Spokój Dereka ostatecznie pękł. „Czego chcesz?”
Oto było. Prawdziwe pytanie.
Nie to, co czułam. Nie to, co było sprawiedliwe. Czego chciałam.
Spojrzałam na kobietę noszącą jego dziecko. Po raz pierwszy unikała mojego wzroku.
„Chcę rozwodu,” powiedziałam równo. „Złożonego natychmiast. I chcę, żebyś opuścił mój dom do piątku.”
Zaszumiał szereg wdechów.
„Nie możesz po prostu wyrzucić swojego męża,” warknął Derek.
„Mogę,” odpowiedziałam. „Prawnie mogę. A jeśli wolisz sąd, jestem przygotowana.”
Lata pracy w banku nauczyły mnie więcej niż tylko bilansowania kont.
Zrozumiałam dźwignię.