Kiedy Marina zobaczyła dziewczynkę biegnącą w stronę samochodów, nie wahała się ani chwili i zaryzykowała życie, aby ją ratować

— Pani Stan, złamała pani regulamin. Pracownicy nie mogą opuszczać budynku w mundurze bez zezwolenia.
— Ale… Chciałam tylko… — próbowała powiedzieć.
— Przykro mi. Jest pani zwolniona.

Jej świat się zawalił. Wyszła z hotelu ze łzami w oczach, nie wiedząc, co dalej robić. Miała dwie buzie do wykarmienia i żadnych odłożonych pieniędzy.

Kilka godzin później ktoś zapukał do drzwi jej małego mieszkania. Marina otworzyła i oniemiała: to był ten sam mężczyzna, co w dniu wypadku, w towarzystwie kierowcy i eleganckiej damy.

— Pani Stan, jestem ojcem dziecka, które pani uratowała. Nazywam się Mihai Popescu. Szukałem pani wszędzie.

Marina, zawstydzona, lekko skinęła głową.
— Nie powinien pan był się tym przejmować. Zrobiłem to, co każdy by zrobił.

Mężczyzna uśmiechnął się szczerze i serdecznie.
— Nie, proszę pani. Nie każdy ryzykowałby życie dla dziecka obcej osoby. Uratowała pani to, co było dla mnie najcenniejsze.