Po jego wyjściu cisza w domu wydawała się cięższa niż kiedykolwiek. Coco bawiła się na dywanie, rysując słońce i dom z trzema oknami. Lina patrzyła na nią i czuła, jak pęka jej serce, ale łzy przestały płynąć. Nie z jego powodu. Z powodu siebie – z powodu straconych lat, z powodu naiwności, z jaką wierzyła, że miłość przetrwa każdą burzę.
Następnego dnia zawiozła dziewczynkę do przedszkola, uczesała ją, włożyła niebieską kurtkę i poszła do biura. Jej koledzy patrzyli na nią inaczej – nie jak na porzuconą kobietę, ale jak na kogoś, kto właśnie odzyskał kontrolę. Przyjęła duży projekt, nowe osiedle i pracowała do późna w nocy. Wieczorem, w drodze do domu, kupiła sobie małe ciastko i zjadła je sama, uśmiechając się. Po raz pierwszy od dawna coś smakowało.