Na początku myślała, że to jakaś faza, że Marian przechodzi przez stresujący okres. Ale kontrola stawała się coraz bardziej przytłaczająca. Pewnego wieczoru, gdy odważyła się mu powiedzieć, że ma dość proszenia o pieniądze jak uczennica za wszystko, wybuchnął:
— Mówiłem ci, nie lubię marnować! — krzyknął, a jego ciężka dłoń uderzyła ją w policzek.
Sofia zamarła. Nawet nie płakała. Po prostu patrzyła na niego ze zdumieniem, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. Następnego dnia starannie się umalowała, ukrywając siniaka pod podkładem, i poszła do szkoły, jakby nic się nie stało.
Dni zaczęły się powtarzać, wszystkie takie same — cisza, strach, bezradność. Ale pewnego wieczoru zadzwonił telefon. To była jej matka.
— Twój ojciec chce się z tobą widzieć. Dowiedział się czegoś…