Sofia poczuła dreszcz. Jej ojciec, generał Petrescu, człowiek, dla którego dyscyplina i honor były literą prawa. Nigdy mu nie powiedziała, że Marian ją bije. Wstyd, strach i nadzieja, że będzie lepiej, trzymały ją w milczeniu. Ale ktoś, prawdopodobnie kolega, zauważył oznaki i zgłosił to.
Kiedy wróciła do domu, Alexandru Petrescu stał na podwórku, w swoim starym mundurze, wyprostowany jak włócznia. Kiedy ją zobaczył, jego wzrok złagodniał.
— Córko moja — powiedział cicho — nie jesteś sama.
Następnego dnia Marian obudziła się, a jej teść stał przed drzwiami. Żadnego podniesienia głosu, żadnych gróźb, żadnych kłótni. Tylko spojrzenie, które zatrzęsłoby betonową ścianą.
— Synu — powiedział spokojnie generał — prawdziwy mężczyzna nie bije swojej kobiety i nie okrada jej z godności. Straciłeś prawo do bycia jej mężem.
Marian próbował odpowiedzieć, ale słowa uwięzły mu w gardle. W ciągu następnych dni spakowała swoje rzeczy i odeszła, mamrocząc wymówki, które już nic nie znaczyły.