Potem, z odwagą, jakiej jej ojciec nigdy wcześniej nie widział, chwyciła kawałek gliny i powoli uformowała serce. Jej delikatne palce poruszały się niepewnie, ale zdecydowanie.
Aleksandr poczuł, jak coś pęka mu w piersi. Teraz zrozumiał. Mara nie odzywała się od miesięcy, odkąd zobaczyła, jak wychodzi w środku nocy, trzaskając drzwiami po kłótni z matką. Zawsze uciekał – w interesach, w pieniądzach, w milczeniu. A jego dziecko uczyło się milczenia od najlepszych.
Andreea spojrzała na niego zaskoczona, ale spokojna.
— Panie Ionescu, nie wiedziałam, że pan przyjdzie. Mara… zrobiła dziś wielkie postępy.
Ale już jej nie słyszał. Widział tylko swoją córkę. Drobną, delikatną, z policzkami pełnymi emocji, trzymającą to niedoskonałe gliniane serce.