Kiedy zabraliśmy syna popływać z delfinami,

— On… reaguje na niego zbyt intensywnie — powiedziała cicho. — I to nie przypomina zwykłego zachowania delfinów. Spojrzeliśmy z Tomaszem na siebie. — W jakim sensie? — głos męża stał się napięty. Kobieta na chwilę odwróciła wzrok w stronę basenu, gdzie Michał wciąż się śmiał, a delfin nie odstępował go ani na krok. — Pracuję tu prawie dziewięć lat. Widziałam tysiące dzieci. Delfiny potrafią być przyjazne, skore do zabawy… ale tak zachowują się bardzo rzadko. W środku zrobiło mi się lodowato.

— Co dokładnie panią zaniepokoiło? Westchnęła, jakby dobierała słowa. — Nasze delfiny są szkolone. Podpływają, bawią się, ale trzymają dystans. A ten… — skinęła w stronę wody — dosłownie „przykleił się” do waszego syna. Naśladuje jego ruchy, cały czas go dotyka i… — zawahała się — takie reakcje czasem się zdarzają, gdy zwierzęta wyczuwają u człowieka poważne zmiany w organizmie. Zadzwoniło mi w uszach.