Kiedy zabraliśmy syna popływać z delfinami,

— Jakie… zmiany? — wyszeptałam. — Nie jestem lekarzem — szybko dodała. — I w żadnym wypadku nie stawiam diagnoz. Ale w praktyce delfinoterapii bywały przypadki, kiedy delfiny szczególnie reagowały na osoby z problemami neurologicznymi lub onkologicznymi. Bardzo proszę — po prostu pokażcie syna specjaliście. Na wszelki wypadek. Świat jakby się przechylił. Machinalnie spojrzałam na Michała. W tej chwili objął delfina za szyję, a ten znieruchomiał… zupełnie nieruchomo, jakby się w niego wsłuchiwał.

— Michał! — zawołałam, starając się, by głos brzmiał równo. — Kochanie, wyjdź na chwilkę. Niechętnie wyszedł z wody — promienny, mokry, szczęśliwy. — Mamo, widziałaś? On mnie lubi! On cały czas jest obok! Z wysiłkiem się uśmiechnęłam i pogładziłam jego mokre włosy. — Widziałam, skarbie… widziałam.