Kiedy zabraliśmy syna popływać z delfinami,

Ale w środku narastał już zimny, lepki strach. Na wizytę u lekarza zapisaliśmy się jeszcze tego samego wieczoru. Tomasz próbował zachować spokój, ale widziałam, jak ściska kierownicę mocniej niż zwykle. Michał na tylnym siedzeniu bez przerwy opowiadał o delfinie, pokazywał nagrania, śmiał się. A ja prawie go nie słyszałam. W klinice przyjęto nas szybko. Badanie, pytania, analizy… Potem jeszcze badania. Lekarz robił się coraz poważniejszy.

— Musimy wykonać dodatkowe badanie — powiedział w końcu łagodnie. Te słowa zapamiętam na zawsze. Kolejne dwa dni były najdłuższe w moim życiu. A potem znów wezwano nas do gabinetu. Lekarz spojrzał na nas bardzo uważnie.