Kiedy zabraliśmy syna popływać z delfinami,

— Rokowania są bardzo dobre. Właśnie dlatego, że przyszli państwo teraz. Gdyby minęło jeszcze kilka miesięcy, wszystko mogłoby być znacznie trudniejsze. Zakryłam twarz dłońmi i rozpłakałam się — tym razem z ulgi. Pół roku później znów przyjechaliśmy do tego samego ośrodka. Michał schudł, spoważniał… ale w jego oczach znów pojawił się ten sam żywy blask.

Kiedy podszedł do basenu, ten sam delfin podpłynął pierwszy. I znów nie odstępował go ani na sekundę. Michał roześmiał się i wyszeptał, obejmując go: — Mówiłem… on jest moim przyjacielem. A ja stałam obok, ściskając dłoń Tomasza, i po raz pierwszy w życiu w myślach podziękowałam zwierzęciu… które być może uratowało mojego syna.