Ion oniemiał. Spojrzał na nią, jakby była jego własnym dzieckiem.
— Wiedz, że nie jesteś sama — powiedział cicho, a jego głos drżał.
Patrzył, jak odchodzi, małymi, ale pewnymi krokami, w stronę szkoły. I po raz pierwszy, odkąd ją poznał, zobaczył, jak lekko się uśmiecha.
Nie był to szeroki uśmiech, ale to był początek.
Prawda jest taka, że czasami największe zmiany zaczynają się od drżącego listu i od mężczyzny, który postanawia nie oglądać się za siebie.
I Ion Munteanu wiedział tego dnia, że postąpił słusznie.