Sprzedałam połowę jego rzeczy i przekazałam pieniądze na ośrodek dla porzuconych dzieci. To był mój sposób na zamknięcie kręgu.
Pewnego wieczoru stałam na podwórku, obserwując zachód słońca. Powietrze Pachniało świeżą trawą i obietnicą. Zrozumiałem, że życie toczy się dalej – czasem trudniej, czasem sprawiedliwość przychodzi późno, ale przychodzi.
I po raz pierwszy od dawna szczerze się uśmiechnąłem.
Bo w końcu wiedziałem: nie straciłem wszystkiego. Straciłem tylko to, czego już nie potrzebowałem.