Klara powoli uniosła wzrok. Hałas restauracji jakby przycichł.

— Czy mógłby pan poprosić menedżera? I, jeśli to możliwe, właściciela sali. Chłopcy spojrzeli po sobie. — Ty co, chcesz się skarżyć? — zaśmiał się Julian. — Myślisz, że ktoś cię tu w ogóle posłucha? Klara spojrzała na niego po raz pierwszy tego wieczoru — prosto, bez złości, bez strachu. — Tak. Po minucie przy stole pojawił się menedżer. Za nim — starszy mężczyzna w drogim garniturze, z uważnym, przenikliwym spojrzeniem. — Dobry wieczór — powiedział uprzejmie. — Co się stało? Klara lekko skinęła głową. — Nazywam się Klara Mrozińska. Kilka godzin temu skradziono mi telefon. Otrzymałam wiadomość z zaproszeniem tutaj — pod warunkiem, że urządzenie zostanie mi zwrócone po kolacji.

W sali zrobiło się ciszej. Menedżer zmarszczył brwi. — Skradziono? — To nieporozumienie — szybko wtrącił Łukasz. — Żart. My tylko… — To nie był żart — przerwała mu Klara. Nadal spokojnie. — To była kradzież. Z elementem szantażu. Odwróciła teczkę w stronę właściciela restauracji. — Tutaj jest kopia zawiadomienia, które zamierzałam złożyć jutro rano. Ale postanowiłam dać szansę na rozwiązanie sprawy w cywilizowany sposób.