— Dowiedzieć się czego?
Ona patrzy w stronę kuchni, potem z powrotem na niego.
— Co tu się dzieje. Szef… kradnie. Od miesięcy. Fałszywe paragony, wymyślone porcje, podwójne naliczenia napojów. A dobrzy ludzie odchodzą jeden po drugim. Próbowałam coś powiedzieć, ale…
Zatrzymuje się, ściskając fartuch obiema rękami.
Daniel milczy. W jego oczach nie ma gniewu, tylko stara smutna mądrość, zmęczenie. Od lat budował restauracje własnymi rękami, pracując ramię w ramię z kucharzami i kelnerami. Wiedział, co to znaczy stracić zaufanie do miejsca, w które włożyło się serce.
— Dziękuję, Joanna, mówi w końcu. Resztę zostaw mnie.
Odwraca się i wchodzi do kuchni. Cisza opada nagle jak ciężka zasłona. Wszyscy zatrzymują się w ruchu. Szef, młody mężczyzna o wyzywającym spojrzeniu, patrzy bez mrugnięcia.