Joanna gryzie wargę, by nie płakać. Reszta kiwa głowami. W kącie ktoś zaczyna sprzątać stoły. W powietrzu unosi się mieszanka ulgi i nadziei.
Gdy wychodzi z kuchni, popołudniowe słońce oślepia go na moment. Daniel zdejmuje czapkę, ściska ją w dłoni i uśmiecha się. Czuje, że zrobił, co trzeba.
Może nie jest już młody, ale nadal ma siłę bronić swojego marzenia – marzenia pachnącego grillem, zwykłymi ludźmi i honorem.
Przy tylnej drzwiach Joanna patrzy, jak odchodzi. Wie, że tym razem sprawy naprawdę się zmienią. I gdzieś między gorącą parą a zapachem pieczonego mięsa, odradza się nadzieja, że wciąż istnieją szefowie, którzy kochają swoją pracę bardziej niż pieniądze.