Troje dzieci, identycznych, w bardzo cienkich ubraniach, stało blisko siebie przy płocie.
Nie żebrały.
Po prostu patrzyły.
Simon machała do nich.
„Chodźcie, chodźcie”.
Przychodzili małymi, nieufnymi krokami.
Nałożyła ryż, kurczaka i pitę na trzy jednorazowe talerze.
„Nie musisz płacić”.
Młodszy zapytał cicho: „Jesteś pewien?”.
Skinął głową.
Jedli szybko, ale ostrożnie, jakby bali się, że znikną.
Od tego dnia przychodzili często.
Czasami rano.