Czasami wieczorem.
Kiedy brakowało jej pieniędzy, Simona i tak przynosiła im jedzenie.
Powtarzała sobie, że jakoś sobie radzi.
Że Bóg patrzy.
Dowiedziała się, że śpią w opuszczonym budynku.
Że ich matka zmarła.
Że ich ojciec zniknął.
Dawała im też bochenek chleba do domu.
Ciepłą zupę zimą.
„Uważajcie na siebie”.
Niczego nie żądała w zamian.
Pewnego dnia przestali przychodzić.