Minął tydzień.
A potem miesiąc.
Simona często o nich myślała, ale życie nie pozwalało jej przestać.
A teraz, po tylu latach, stali przed nią.
Mężczyzna w brązowym garniturze zrobił krok naprzód.
„Jestem Andrei”.
Ten w środku: „Mihai”.
Kobieta: „Ioana”.
Simona wpatrywała się w nich, niezdolna wydusić słowa.
„Jesteśmy trójką dzieci” – powiedziała Ioana drżącym głosem. „Które karmiliście, kiedy nic nie mieliśmy”.
Simonka położyła dłoń na piersi.
„Wy…?”
Andriej uśmiechnął się, tym razem naprawdę.