…powoli, jak strumień ustępujący miejsca wodzie po długim zatorze.
Lia objęła dłońmi kubek, jakby tylko jego ciepło dawało jej łączność ze światem. Siedziała na skraju kanapy, ale wydawała się gotowa uciec na każdy hałas, jakby ściany jej zagrażały. Victor nic nie powiedział, po prostu czekał. Wiedział, że czasami cisza otwiera więcej drzwi niż pytań.
— Nigdy nie myślałam, że tu trafię… — mruknęła, wpatrując się w przestrzeń. — Po liceum pojechałam do Klużu, pamiętasz? Mówiłam, że dam radę, że będę miała dobre życie. Pracowałam w sklepie odzieżowym, potem w biurze… ale… — przygryzła wargi, starając się nie płakać.