Kolega z klasy, którego kochałem, wylądował w drewutni

Victor skinął głową, nie poganiając jej.

— Wyszłam za mąż za mężczyznę… nieodpowiedniego, powiedzmy. Na początku wszystko było różowe, jak w filmach. Potem zaczęły się problemy. Długi. Mnóstwo długów. Podpisałam papiery bez czytania, tylko po to, żeby mu pomóc. I pewnego ranka do drzwi zapukali komornicy.

Wzięła głęboki oddech, a jej głos się załamał.
— Dom zniknął. On zniknął. Wszystko zniknęło. Zostałam tylko z kilkoma lejami w kieszeni i torbą ubrań. I powoli opadałam… tam, gdzie mnie znalazłeś.

Victor poczuł ucisk w żołądku. Chciał ją wziąć w ramiona, ale nie odważył się. Była zbyt krucha, jak ptak ze złamanym skrzydłem.

— Dlaczego nie poprosiłeś o pomoc? — zapytał cicho. — Miałeś przyjaciół. Rodziców. Mnie…

— Wstydziłam się, Victorze — przerwała mu. — Wstydziłam się przyznać, że nie jestem tym, kim marzyłam. To wstyd, że ktoś mnie widzi w takim stanie.