Lia się uśmiechnęła.
— Będę żyć. Obiecuję.
A kiedy wyszła za drzwi, poranne światło padło na jej fartuch niczym błogosławieństwo. I Victor w końcu zrozumiał, że czasami przeznaczenie przywraca to, co się straciło, ale w silniejszej, czystszej, prawdziwszej formie.
Bo nie była już dziewczyną, którą kochał dawno temu.
Była kobietą, która podniosła się z prochu i odnalazła drogę powrotną do życia.
I to było najpiękniejsze zakończenie, jakie mógł otrzymać.