kontynuacja…

Pod koniec przyjęcia Loredana wzięła mnie na bok. Trzymała w ręku białą kopertę.

„To nie drogi prezent, mamo. To coś, co sama zrobiłam”.

Otworzyłam ją drżąc. W środku było zdjęcie mnie, Marian i mojej zielonej sukienki, zrobione wcześniej tego dnia. A na odwrocie widniał napis:

„To nie ubrania czynią cię matką. To serce”.

Znów płakałam. Ale tym razem… ze szczęścia.

I tego wieczoru, wracając do domu w starej sukience, coś zrozumiałam:

Nieważne, jak biedna jesteś i jak skromnie żyjesz. Ważne, czy kochałaś. Ja kochałam całym sercem. I otrzymałam w zamian więcej, niż kiedykolwiek marzyłam.

To było moje prawdziwe święto.