Stałem tam z telefonem przy uchu, czując, jak cisza we mnie wraca.
— Jacy ludzie? — zapytałem.
— Nie wiem… jacyś panowie z papierami. Mówią, że to komornicy. I facet w garniturze… prawnik.
Rozłączyłem się bez słowa.
Ana spojrzała na mnie uważnie.
Stałem tam z telefonem przy uchu, czując, jak cisza we mnie wraca.
— Jacy ludzie? — zapytałem.
— Nie wiem… jacyś panowie z papierami. Mówią, że to komornicy. I facet w garniturze… prawnik.
Rozłączyłem się bez słowa.
Ana spojrzała na mnie uważnie.