“KRZYKNĄŁ NA MNIE: ‘POSŁUCHAJ MNIE, CHORY CHŁOPAKU! ZŁOŻYŁEM WNIOSEK ROZWODOWY. WYNOCHAJ SIĘ Z MOJEGO DOMU JUTRO!'”

Stałem tam z telefonem przy uchu, czując, jak cisza we mnie wraca.

— Jacy ludzie? — zapytałem.

— Nie wiem… jacyś panowie z papierami. Mówią, że to komornicy. I facet w garniturze… prawnik.

Rozłączyłem się bez słowa.

Ana spojrzała na mnie uważnie.