Mijały dni i podczas gdy terapeuci krążyli po rezydencji, stosując skomplikowane metody, Ana przychodziła wieczorami po pracy i cicho bawiła się z dzieckiem. Przynosiła mu liście w kształcie serc, gładkie kamyki, patyki, z których budowali miniaturowe mostki. Kiedy odkryła, że chłopiec jest zaskoczony dźwiękiem gitary, poprosiła ogrodnika o zerwaną strunę i z jej pomocą zrobiła małą zabawkę, która wydawała słodki dźwięk.
Leo uśmiechnął się. I za każdym razem, gdy się uśmiechał, serce Gabriela topniało, nie wiedząc, kto go odmienił.
Pewnego wieczoru, gdy dom znów był pełen ważnych osób, Gabriel usłyszał śmiech syna. Nie tylko uśmiech, ale śmiech serdeczny, jakiego nie widział od roku. Pobiegł do ogrodu i zastał tam Leo bawiącego się z Aną. Kiedy podszedł, dziecko spojrzało na niego i drżącym głosem powiedziało: