Kupił pannę młodą, którą wszyscy odrzucili

Przed nią znajdował się prosty dziedziniec, duży kamienny dom i mężczyzna, który obserwował ją w milczeniu. Miał siwiejące włosy i głębokie, zmęczone oczy. A jego spojrzenie zmieniło się w jednej chwili.

Nie z obrzydzeniem.

Z szokiem.

Liwia natychmiast zrozumiała. Dostrzegła tę chwilę ciszy, którą znała aż za dobrze. Spuściła wzrok, przygotowana na to, co miało nastąpić.

— Jeśli chcesz… — zaczęła cicho. — Mogę pracować. Dużo. O nic nie proszę.

Mężczyzna wziął głęboki oddech.

— Jak masz na imię?

— Liwia.

— Jestem Andriej. I nie kupiłem cię, żebyś harowała jak krowa.

Uniósł jej podbródek, delikatnie zmuszając ją, by na niego spojrzała.

— Kupiłem cię, bo nie potrzebowałem ładnej buzi. Potrzebowałem mężczyzny.

Liwia poczuła, jak coś pęka jej w piersi. Nie płakała od lat. Potem łzy popłynęły cicho.

Mijały dni.