— Leno, jesteśmy już przy bramie — szwagierka nie wiedziała, że zamiast gospodyni powita ich alabai.

— Lenka, czemu nie odbierasz telefonu? Jesteśmy już na Noworiżskim! Została godzina, nastawiaj czajnik! — głos Iriny, mojej szwagierki, był tak dźwięczny, że musiałam ściszyć głośność, żeby głośnik nie trzeszczał.
Spojrzałam na ekran smartfona. 30 grudnia, 14:15. Za oknem leniwie padał mokry moskiewski śnieg, zamieniając się na asfalcie w szarą breję.