Leśnik uratował trzy lisy z pożaru

Mężczyźni zamarli. Jeden próbował narobić hałasu, ale zwierzęta się nie ruszyły. Zaczęły ich krążyć, nie atakując, ale na tyle, by je przestraszyć.

Ogarnęła ich panika.

Wskoczyli do furgonetki i odjechali w pośpiechu, zostawiając torby.

Leśnik pozostał nieruchomy.

Lisy zatrzymały się kilka metrów od niego. Najciemniejszy podszedł bliżej. Długo mu się przyglądała. W jej oczach było coś znajomego.

Nie strach. Nie dzikość.

Rozpoznanie.

Zrobiła krok w jego stronę, po czym odwróciła się i zniknęła w lesie, a za nią pozostała dwójka.

Mężczyzna poczuł, jak oczy mu wilgotnieją.

Nie był sam.

Nigdy nie był naprawdę sam.