Liza długo siedziała na zimnej ziemi, ściskając w dłoniach swoje znale

Rozłożyła ją i zabrakło jej tchu.

To był jej dziecięcy rysunek: troje — mama, Michał i ona. Krzywe patyczkowate ręce, ogromne uśmiechnięte twarze. Na dole koślawymi literami: „Moja rodzina”.

Na odwrocie — jego dopisek:

„Już jesteś moją córką. Nawet jeśli nikt o tym nie wie”.

Słowa rozmazały się przed oczami.

Zabrakło powietrza.

Pierś ścisnęło od środka.

Chciał ją adoptować.

Dokumenty nie zdążyły zostać złożone — choroba była szybsza.