W milczeniu strzepnęłam i ubiłam poduszkę. Walera cierpiał na całego. Jeśli u mężczyzny cyferki na urządzeniu przekraczają trzydzieści siedem, świat ma obowiązek zamarznąć, ptaki ucichnąć, a żona — zamienić się w bezszelestny cień z tacą.
— Trzęsie mną — poskarżył się, naciągając wełniane skarpety, które wydziergałam mu w zeszłym listopadzie. — Ludka, a kurczak już gotowy? Potrzebuję czegoś gorącego. Organizm domaga się wsparcia.
— Gotuje się, Waler. Jeszcze dziesięć minut.