Macocha nie pozwoliła mi pożegnać się z ojcem

„Jaki dokument?” – wyrzuciła z siebie. „To mistyfikacja. Ta dziewczyna kłamie”.

Prawnik uniósł rękę.

„To poświadczona kopia aktu uznania i dodatkowa klauzula do testamentu, podpisana przez pana Iona Marinescu sześć miesięcy przed jego śmiercią”.

Doina zbladła.

Poczułam, jak powietrze w pokoju się zmienia. Jakby nikt już nie oddychał.

„Mój ojciec” – powiedziałam cicho – „dokładnie wiedział, co robi”.

Prawnik kontynuował czytanie. Ojciec wyraźnie napisał, że jestem spadkobiercą z mocy prawa i że każda próba wykluczenia mnie z testamentu ma być automatycznie unieważniona. Co więcej, istniała specjalna klauzula: jeśli ktoś uniemożliwi mi udział w odczytaniu testamentu, jego udział zostanie znacznie zmniejszony.

Doina nagle wstała.

„To absurd! Opiekowałam się nim! Byłam przy nim!”

„A ja jestem jego córką” – powiedziałam, również wstając. „Tą, którą pan trzymał z daleka. Tą, której nie pozwolił się pan pożegnać”.

Prawnik zamknął akta.