Sala wybuchła brawami. Loredana próbowała cofnąć dłoń, ale Mihai przytrzymał ją jeszcze przez kilka sekund, dając jasno do zrozumienia, że nie pozwoli nikomu skrzywdzić Luki.
Spojrzałem na Lukę. Nieśmiało ocierał łzy grzbietem dłoni, ale w jego oczach znów pojawił się błysk. Podszedł do mnie powoli, jakby bał się, że świat się zawalił, ale kiedy wyciągnęłam ręce, wpadł w nie i objął mnie w talii z całej siły.
„Mamo, nadal chcesz założyć tę sukienkę…?” zapytał drżącym głosem.
„Chcesz?” odpowiedziałam. „Luca, noszę ją z większą dumą niż jakąkolwiek sukienkę wartą dziesiątki tysięcy lei”.
Przytulił się do mnie i poczułam, jak w końcu się rozluźnia.
Goście podchodzili jeden po drugim, by mu pogratulować. Wujkowie, ciotki, starzy przyjaciele – wszyscy opowiadali mu, jak pięknie pracował, jaki był utalentowany. Luca próbował mu podziękować, ale jego nieśmiałość była widoczna w każdym małym i szczerym uśmiechu.
Wtedy zauważyłam Loredanę. Stała nieruchomo, z rękami splecionymi przed sobą, jakby próbowała zrozumieć, co się właśnie stało. Jej wzrok przeskakiwał z sukienki na Lukę i na Mihaia.
Po raz pierwszy wydawała się zagubiona.