Mihai podszedł do niej. „Mamo” – powiedział cicho – „nie pozwolę ci upokarzać mojego dziecka. Nie dzisiaj. Nigdy”.
„On nie jest twoim dzieckiem…” – zaczęła.
„Tak, jest” – przerwał jej. „Jest. We wszystkim, co ważne”.
Poczułam ucisk w piersi. Zawsze wiedziałam, że Mihai kochał Lucę, ale usłyszeć, jak to mówi, i to na oczach wszystkich, było jak błogosławieństwo.
Przez kilka sekund nikt nie wydał z siebie żadnego dźwięku.
Wtedy, niespodziewanie, Loredana opuściła ramiona. Jej wzrok złagodniał, a głos – ten sam, który przed chwilą emanował jadem – stał się szeptem.
„Nie chciałam go skrzywdzić… Ja…” Wydawała się jąkać po raz pierwszy w życiu. „Po prostu… nie myślałam. Nie wiedziałam, że on tyle dla niego znaczy”.