Kiedy wróciłam do domu, usiadłam na brzegu łóżka i wpatrywałam się w ściany przez dobre kilka minut. Potem postanowiłam: nie robię zamieszania, nie krzyczę, nie kłócę się. Znam swojego syna. Gdybym powiedziała jej wprost, pokłóciłaby się, może by się rozstali… Nie chciałam niszczyć niczyjej rodziny.
Ale nie mogłam też milczeć i dać się okraść jak obca osoba.
Wieczorem, kiedy wrócili do domu, spojrzałam uważnie na Mirelę. Uśmiechała się, jakby wszystko było idealnie. Powiedziała do mnie:
„Mamo, kupiłam ci świeży chleb. Chcesz, żebym cię ogrzała?”
Ścisnął mi się żołądek. Nie jadłam nic przez cały dzień. Czułam, jakby jedzenie utknęło mi w gardle.
Więc powiedziałam po prostu:
„Nie, mamo, odpuść sobie… Nie jestem głodna”.
Mihai, mój najstarszy syn, usiadł na krześle obok mnie.
„Mamo, wszystko w porządku? Wyglądałaś trochę blado”.
Patrzyłam na niego długo. To nie była jego wina. Wiedziałam o tym. Ale jednocześnie bolało mnie, że przez tak długi czas niczego nie zauważył.
„Nic mi nie jest, mamo. Tylko jestem zmęczona”.