Tej nocy w ogóle nie spałam. Przewracałam się z boku na bok, szukając rozwiązania. Czy powinnam milczeć? Czy powinnam im powiedzieć? Czy powinnam powiedzieć Mihaiowi? A może tylko Horațiu?
Około piątej rano wstałam z opuchniętymi oczami i postanowiłam: prawdę trzeba powiedzieć, ale z głową, a nie z aferą.
Zadzwoniłam do Horațiu. U niego wciąż była noc, ale odebrał natychmiast.
„Mamo? Coś się stało?”
Jego głos rozdarł mnie na pół.
„Horațiu… Poszedłem do banku. Widziałem, kto wypłaca pieniądze”.
Zamilkł. Chyba jego serce też zamarło.
„Kto, mamo?”
„Mirela”.
Słyszałam, jak jego oddech staje się coraz cięższy.
„Mamo… czy Mihai wie?”
„Nie. I nie chcę go ranić. Ale nie mogę już dłużej okłamywać”.
Horațiu powiedział mi stanowczo:
„Wracam do domu w przyszłym miesiącu. Do tego czasu nie wysyłaj mi więcej pieniędzy”.
Wtedy coś sobie uświadomiłam: nie chciałam, żeby ktokolwiek był krytykowany, nie chciałam przemocy, nie chciałam rozstań. Chciałam tylko jednego – szacunku.