W kolejnych dniach Andriej pojawiał się co chwilę – czasem, żeby pomóc w zakupach, czasem, żeby coś naprawić. Pewnego wieczoru, gdy wszyscy troje siedzieli przy stole, Maria powiedziała po prostu:
– Ioano, jeśli go naprawdę kochasz, nie wstydź się go. Że nie liczy się, skąd pochodzisz, ale jakim jesteś człowiekiem.
Dziewczyna skinęła głową, a w oczach Andrieja pojawiło się coś, czego Maria nigdy wcześniej nie widziała: spokój.
Wtedy matka poczuła, że nadszedł czas, by pozwolić córce żyć według własnych wyborów, bez względu na to, jak bardzo były nieoczekiwane.